czwartek, 28 kwietnia 2016

Największa próba

W poniedziałek po raz pierwszy w życiu miałam poprowadzić spotkanie dla kobiet. Bardzo się cieszyłam z tego powodu, ponieważ zawsze chciałam je zorganizować. Pięknie jest móc zapragnąć czegoś, a potem wprowadzić to w czyn. To spotkanie miało być dla mnie pewnego rodzaju próbą - sprawdzeniem swoich umiejętności, odbiorem mojej osoby przez innych i tego co chcę im przekazać. Kilka dni przed wydarzeniem zaczęłam zmagać się z anginą, postanowiłam jednak się nie poddawać. Tymczasem przyszła próba dużo gorsza niż wszystkie. Zaledwie dzień przed spotkaniem mój tata dostał udaru. Trafił do szpitala, gdzie bezwładna połowa ciała przykuła go do szpitalnego łóżka. Rozsypałam się na drobne części, bo kocham moich rodziców nad życie. Świadomość, że ktoś tak mi bliski cierpi, a ja nie mogę mu pomóc, jest doprawdy okrutna. Było to tym cięższe, że zaledwie pół roku wcześniej obawiałam się o jego zdrowie i życie, wtedy również znalazł się w szpitalu na oddziale udarowym. Ten dzień był dla mnie ciężki, starałam się pokazać mu, że wszystko będzie jak najlepiej, ale gdy tylko byłam sama płakałam jak bóbr. Bo ciężko jest patrzeć na bezwładne ciało człowieka, którego się kocha, a któremu nie można pomóc.


To planowane, wyczekiwane wydarzenie zeszło na dalszy plan. Wiedziałam jednak, że mam zobowiązanie wobec współprowadzącej i uczestniczek - nie chciałam ich zawieść, dlatego nazajutrz, choć zmęczona i bezsilna umalowałam zapłakane oczy i poszłam. W głowię miałam chaos, nie przygotowałam przemówienia, obiecałam sobie, że będę komunikować się z serca, że będę szczera i autentyczna. I byłam.  Gdy było po wszystkim, porozmawiałam z uczestniczkami, które podziękowały mi i za to spotkanie i za moje słowa. Padło wiele osobistych zwierzeń, refleksji... Pytały się czy będę organizować kolejne wydarzenia, bo z tego, które się odbyło, wyniosły dla siebie wielką wartość. Wzięłam to sobie to serca. To były bardzo ważne dla mnie chwile i choć fizycznie nie czułam się najlepiej wiedziałam, że dobrze, iż znalazłam w sobie siłę, aby nie zrezygnować z tego wydarzenia.

Największa próba? Wciąż trwa...podnoszę na duchu kogoś, kto jest dla mnie bardzo ważny...


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka